Twoja lokalizacja: Cała Polska [zmień lokalizację]
Kontrast: A A A
Czcionka: A A+ A++
REPORTAŻE

Zła Noga Stasia

Dodano: 2017-03-10

Tomasz „Spell” Grządziela – obwołany jednym z najbardziej utalentowanych rysowników komiksowych młodego pokolenia w Polsce. Publikował między innymi w „Kolektywie”, „Profanum” i swoim webkomiksie „Stripfield". Zadebiutował komiksem „Ostatni Przystanek”. Autor komiksu „Przygody Stasia i Złej Nogi”, którego główny bohater Staś porusza się na wózku inwalidzkim.


 

 

- Skupimy się w tej rozmowie na Twojej książce „Przygody Stasia i Złej Nogi”, ponieważ podjąłeś w niej tematykę niepełnosprawności, dlaczego taki niełatwy temat?


- Nie kryje się za tym jakaś dramatyczna historia. Przeczytałem kiedyś artykuł o tym, że w serii gier video „GTA”, które symulują całe olbrzymie miasta z ludźmi chodzącymi sobie po chodnikach i żyjącymi swoim wirtualnym życiem - nie ma inwalidów. I zacząłem się zastanawiać nad reprezentacją inwalidztwa w popkulturze - która jest znikoma. Nie ma postaci „po prostu” niepełnosprawnych. Jeśli są postaciami pobocznymi, to prawie zawsze jest to ich właściwie główna cecha charakteru, a jeśli historia się na nich skupia, jest to napompowana opowieść o walce z przeciwnościami, która często-gęsto idzie według tego samego schematu – jest smutny inwalida, który sobie nie radzi, ale na koniec odkrywa, że warto żyć. To już ograny stereotyp. Nuda. Jak komedie romantyczne. Pomyślałem, że pokazanie historii o niepełnosprawnym w nowy, nietypowy sposób to ciekawe wyzwanie.


- Staś i Zła Noga to komiks, który swój debiut miał w Internecie, czym się różni wydanie Internetowe od papierowego?


- Głupio mi było wydawać i żądać pieniędzy za coś, co jest w całości za darmo w Internecie, więc Staś papierowy ma chyba jakieś siedemnaście stron więcej. No i okładkę.

 


- Powiedz z jakim odzewem spotkał się Staś i jego noga w Sieci, jak do Komiksu podeszli recenzenci?


- I recenzentom i czytelnikom historia strasznie się spodobała. Aż się zdziwiłem, bo na początku był to tylko mały, poboczny projekt, rysowany w ramach oddechu od innego, większego komiksu. Kiedy Staś był wyłącznie webkomiksem, czytelnicy pisali mi bardzo miłe rzeczy: że to ich pierwszy komiks internetowy, jaki śledzą na bieżąco; że to pierwszy komiks, przy którym płakali. Gdy Staś i Zła Noga ukazali się na papierze, recenzenci też nie szczędzili pochwał. Pod względem odzewu, Przygody Stasia i Złej Nogi to najlepsza rzecz, jaką do tej pory stworzyłem.

 


- Co Cię napędza do pracy i jak pojawiają się nowe tematy?


- Dobre pytanie. Jak chyba każdego twórcę - pozytywny odzew, jest dla mnie jak węgiel do pieca. Jestem bardzo próżny i łasy na komplementy. Ale najbardziej do pracy napędza mnie zdecydowanie strach przed śmiercią. Jestem ateistą i wiem, że po drugiej stronie nic na mnie nie czeka. Zostało mi, przy dobrych wiatrach, jakieś 60-70 lat tworzenia. To bardzo mało. Dlatego jestem pracoholikiem. Chcę zostawić po sobie jak najwięcej opowieści, które tłoczą mi się w głowie. Zostawić jakiś odcisk na tym świecie.
A nowe tematy? Przychodzą, od tak. Nigdy nie wiadomo, co i kiedy wpadnie ci do głowy.

 


- Jak długo rysowałeś Stasia?


- Hmm. Chyba rok? Z kawałkiem? Poszłoby szybciej, gdybym skupiał się tylko na nim. A tak to miałem zarezerwowany dla niego tylko jeden dzień w tygodniu, w którym rysowałem dwa odcinki.


- Od razu od pomysłu zasiadłeś do rysowania?


- Nie. Każdy pomysł dojrzewa mi w głowie. Dopiero, kiedy mam jako-takie pojęcie, o czym jest historia i czemu chcę ją opowiedzieć, przechodzę do etapu przelewania scenariusza na papier. Od pomysłu na Stasia do narysowania go minął chyba rok.
To w ogóle moje ulubione uczucie. Idę ulicą. Albo siedzę w wannie. Moje myśli swobodnie krążą, od niechcenia przylepiają się do jednego z niekompletnych, dziurawych jak ser pomysłów. Nie wiem, jaką motywację ma postać albo jakie jest zakończenie, albo co się dzieje między punktem "x" a punktem "y". I nagle coś klika. Następuje taka „eureka”. Jakbym znalazł pod kanapą zagubiony puzzel do układanki, który był tam od zawsze. I jedna z dziur w serze zostaje załatana. Wspaniałe uczucie.

 


- W jednej z recenzji można przeczytać, że: Minimalistyczna, "cartoonowa", bez zbędnych ozdobników i elementów odwracających uwagę kreska doskonale komponuje się ze scenariuszem i buduje klimat tej opowieści. Czy ten minimalizm był celowym zabiegiem?


- Właściwie to nie. Jak już wcześniej wspominałem, Staś z założenia był niewielkim, pobocznym projektem rysowanym dla odpoczynku. Dlatego z góry założyłem uproszczoną kreskę, żeby nie pochłaniał mi za dużo czasu i energii. Potem, gdy spotkał się z coraz to lepszym odzewem, poświęcałem mu więcej uwagi. Widać to dobrze po rysunkach. Jeśli się przyjrzeć, pierwsze odcinki są bardziej niedbałe od tych późniejszych.

 


- Czy znasz jeszcze jakieś niepełnosprawne postaci komiksowe oprócz  Hellboy'a?


- Niespecjalnie zaliczyłbym Hellboya do inwalidów, bo choć ma sztuczną rękę z kamienia, to jest w pełni sprawna. W komiksie wymieniam jeszcze Profesora X z „X-menów”. Oprócz niego jest jeszcze oczywiście ślepy Daredevil, ale słaby z niego inwalida, skoro robi potrójne salta biegając po dachach. Ach, i jest jeszcze Oracle - była batgirl, która jeździ na wózku. Akurat przychodzą mi do głowy sami superbohaterowie z Marvela i DC. Pewnie w popkulturze jest garstka więcej takich postaci, ale nikt więcej nie przychodzi mi do głowy.


- Nie dość, że Twój bohater jest niepełnosprawny to jeszcze umiejscawiasz Stasia w trudnej sytuacji rodzinnej - wychowuje go samotna matka, borykająca się z problemami finansowymi, czy nie za dużo trudnych tematów na raz?


- Hah! Akurat klepanie biedy jest wzięte o wiele bardziej z autopsji niż inwalidztwo. W moim prywatnym życiu nigdy nie było osoby niepełnosprawnej, za to były problemy finansowe. Wiele z odcinków Stasia jest wzięte z mojego życia. Mama praktycznie sama wychowywała mnie i moje rodzeństwo. Tata rzadko do nas przyjeżdżał, ale przynajmniej brał nas na wakacje. Mama ciągle martwiła się o pieniądze, ale zawsze to przed nami ukrywała jak tylko umiała. Mama Stasia to trochę moja własna mama. Dlatego dedykowałem jej komiks.


- Dlaczego dedykację dla swojej mamy rozszerzyłeś na wszystkie mamy świata?


- Bo wiem, że nie tylko mojej mamie było trudno nas wychować. W ogóle wiele matek to ciche, niedoceniane bohaterki. Wiem, że taka tam dedykacja w jakimś tam komiksie niewiele zmieni w ich życiu, ale... nie wiem. Poza tym moja siostra została mamą mniej więcej wtedy, kiedy komiks ukazał się w druku.

 


- Zaskoczyło Cię jak bardzo ten komiks stał się interaktywny i zrodził wiele nowych odbiorów historii Stasia? Według niektórych czytelników Zła Noga nie istnieje i jest tylko personifikacją jego problemów. Różnie też czytelnicy nominują głównego bohatera, jest nim zamiast Stasia jego mama lub Zła Noga. Co myślisz o takich interpretacjach?


- To chyba moja ulubiona rzecz dotycząca tego komiksu! Tworząc go, miałem swoje własne wyobrażenie na temat tego wszystkiego, ale im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym więcej sensu miały różne reinterpretacje czytelników. Dzisiaj, gdyby ktoś mnie spytał, czy Zła Noga istnieje naprawdę, czy jest tylko zmyśloną przyjaciółką Stasia, albo kto w ogóle jest głównym bohaterem/ką komiksu, odpowiedziałbym: „Nie wiem. A jak ty myślisz?”.


- Powiedziałeś w jednym z wywiadów, że brakuje ci w komiksach postaci niepełnosprawnych, u których ta cecha nie byłaby najważniejszą, jak myślisz z czego wynika takie podejście do problemu?


- Najlepsze historie są „ciasno zapakowane”. Wszystko jest tam na swoim miejscu, wszystko jest przemyślane i nie ma nic przypadkowego. Nie ma dlatego też postaci, które są „po prostu” inwalidami. Bo dobry autor zadałby sobie pytanie: dlaczego ta postać jest niepełnosprawna? Co to mówi o niej? Jak to się ma do całej historii?
W momencie, gdy odbiorcy potrafią doszukiwać się symboliki w kolorze ubrania głównego bohatera, trudno zrobić z postaci inwalidę i nic o tym jej inwalidztwie nie powiedzieć.
    Ale brakuje mi postaci, które są „po prostu”. Po prostu homoseksualistami, po prostu inwalidami, po prostu kobietami. Wiadomo, że w naszych czasach są potrzebne dzieła kultury skupiające się na życiu i miejscu w społeczeństwie takich osób, ale potrzebne są też dzieła kultury, które pokazują je „po prostu”. Tak, to jest lesbijka i nie będziemy roztrząsać czemu i co to znaczy. To po prostu lesbijka. A ten jeździ na wózku. A tamten jest Azjatą. Unormowanie takich postaci w popkulturze unormowuje je w życiu codziennym.
Żeby stworzyć takie „po prostu” postacie autor musi włożyć w to trochę wysiłku. To żadna nowość, że światy, które tworzymy, są odbiciem naszego świata. Ja jestem białym mężczyzną. Dlatego jak wymyślam postać od zera, nawet zwykłego przechodnia, gdzieś w tle na rysunku, muszę chwilę pomyśleć, żeby z automatu nie zrobić białego mężczyzny. Dlatego im więcej zróżnicowanych pod względem płci, rasy czy sprawności osób tworzy, tym bogatszą mieszankę kulturową otrzymamy. Co, na szczęście, idzie ku coraz lepszemu.

 


- Zachowanie Stasia jest też pewnego rodzaju poradnikiem. Już na pierwszych stronach uczy czytelników, co zrobić, np. gdy "ludzie sie patrzą" - pojedynkować się na spojrzenia. To Twój autorski sposób na rozwiązanie "ludzkiego gapienia się", stosujesz go w życiu?


- Ha, nigdy o tym nie myślałem! Ale coś w tym jest. Gdy chodziłem sam po Czechach odkryłem, że wystarczy uśmiechnąć się do całkowicie obcego przechodnia, by samemu otrzymać w zamian promienny uśmiech. Ludzie często grają w emocjonalnego ping-ponga i odbijają twoje emocje.
Ludzie gapią się na inwalidów, bo są inni. A inny, znaczy, że trzeba do niego podchodzić ostrożnie i z nieufnością. To nic dziwnego, tak jesteśmy zaprogramowani jako gatunek i dzięki tej ostrożności przetrwaliśmy tyle tysięcy lat. Ale zamiast wgapiać się z powrotem i onieśmielać ludzi, radzę się po prostu uśmiechnąć. To niesamowite, jak ludzi potrafi kompletnie rozbroić dobry uśmiech.

 


- Masz dar rozweselania czytelników mimo poruszania się w niełatwym obszarze jakim jest niepełnosprawność. Czy w życiu rozweselanie przychodzi Ci równie łatwo?


- O matko. Osobiście mam tragiczno-zboczono-żenujące poczucie humoru, zupełnie inne od tego, które przelewam na papier. Ale tak, od zawsze grałem rolę klasowego błazna. To mój sposób, by się wpasować w towarzystwo i znaleźć akceptację w grupie. To, że mój tata jest klaunem chyba (na pewno) też raczej na mnie wpłynęło.


- Planujesz jakąś "trudną" tematykę do następnych projektów, chodzi Ci po głowie znów coś "obłaskawić"?


- Zdecydowanie tak! Może nie w przypadku komiksu, nad którym pracuję obecnie, ale po głowie krążą mi już dwa inne pomysły. Jeden o konflikcie pokoleniowym i tym, że czasami dzieci muszą stać się szybciej dorosłymi, gdy rodzice w pewnych aspektach zachowują się jak dzieci. I drugi pomysł - o nastolatce, której trudno pogodzić się z faktem, że ojciec odszedł i założył inną rodzinę.
Problemy w rodzinie nigdy nie przestaną mnie fascynować, zwłaszcza kompleksy na tle rodziców. To temat-rzeka, do którego mam nadzieję wrócić jeszcze nie raz.

 

- Bardzo dziękuję za rozmowę.

ifk

 

Komentarze Ilość komentarzy : 1
Jeśli chcesz dodać komentarz lub zobaczyć inne komentarze, musisz się zalogować.