Twoja lokalizacja: Cała Polska [zmień lokalizację]
Kontrast: A A A
Czcionka: A A+ A++
REPORTAŻE

Podkarpacka Lady D.

Dodano: 2015-10-08

 

Paulina Molicka, laureatka pierwszej podkarpackiej edycji  ogólnopolskiego konkursu Lady D., nagrody przyznawanej niepełnosprawnym kobietom odnoszącym sukcesy w różnych dziedzinach życia; studentka IV roku polonistyki Uniwersytetu Rzeszowskiego, pochodzi z Janowa Lubelskiego.                                                                                                                             

 

 Zdobyłaś tytuł w kategorii Dobry Start (kategoria dla dziewcząt i kobiet w wieku 16 do 26 lat). Opowiedz nam o przeżyciach związanych z tym wyróżnieniem.

Moja „przygoda” z konkursem Lady D. zaczęła się, gdy zadzwoniono do mnie z uniwersyteckiego Biura ds. Osób Niepełnosprawnych, informując mnie o nominacji, jaką Biuro przygotowuje. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z powagi sytuacji, bardziej pochłaniały mnie przygotowania związane z wyjazdem do Warszawy, który planowałam. Myślałam, że dostanę jakiś dyplom pamiątkowy, upominek i na tym się skończy. Ogromnym zaskoczeniem dla mnie, ale też dla mojej rodziny było przyznanie mi tytułu Lady D. Moja motywacja do pracy wzrosła. To, że nie użalam się nad sobą i nad niepełnosprawnością, która mnie dotknęła, ale robię coś więcej, teraz pokazało, że jest ważne i przynosi owoce. Dzięki temu, że spełniam swoje marzenia poprzez wszystkie aktywności, mogę motywować innych i stać się przykładem dla nich

Podkarpacka Gala Lady D.

Przeczytałam na twoim blogu http://niepelnosprawna-w-sieci.blog.onet.pl/, że przestałaś się wstydzić opowiadać o swojej niepełnosprawności. Z czym ona się wiąże?

Mam mózgowe porażenie dziecięce, problemy z chodzeniem, z utrzymaniem równowagi. Utykam na jedną nogę, mam słabszą prawą rękę, więc ciężary dźwigam lewą, np. mojego psa. Mózgowe porażenie dziecięce kojarzy się ludziom nie tylko z wózkiem, ale również z dysfunkcją intelektualną, więc są zaskoczeni, gdy dowiadują się, że postać może też być łagodniejsza. Dużą rolę w mojej rehabilitacji odegrali rodzice, gdyby nie oni, być może nie chodziłabym. W 1999r. przeszłam operację podcięcia ścięgien, która likwiduje przykurcz (notabene najbardziej wtedy bolał mnie wenflon, a nie noga). Jednak sama operacja to za mało. Potrzeba wielu lat ćwiczeń, wyjazdów rehabilitacyjnych, by móc zobaczyć efekty. O to dbali moi rodzice. Jednak kiedy od kilku lat nie widzieliśmy postępów zmieniłam lekarza. Dzięki niemu mam od końca sierpnia ortezę. Jest lżej, bo przy przenoszeniu ciężaru ciała zapominałam o pięcie. Minusem jest, że na razie orteza obciera. Wiem, że nie wszyscy zdają sobie sprawę, że w kłopotach z poruszaniem się orteza może skutecznie pomóc.

Skąd wziął się pomysł prowadzenia bloga http://niepelnosprawna-w-sieci.blog.onet.pl/ Czy był ktoś kto cię zachęcał do takiej inicjatywy, czy to wyłącznie twój pomysł?

Pierwsza myśl, by założyć blog przyszła na zajęciach uczelnianych, kiedy mieliśmy nagrać wywiady ze sobą. Wtedy pomyślałam, że ludzie mało wiedzą o porażeniu mózgowym. Więcej o reakcji studentów na wywiad ze mną można przeczytać właśnie na blogu. Od kiedy zaczęłam studiować, łatwiej mi spełniać swoje marzenia, zobaczyłam iż to, że jestem niepełnosprawna, nie ma znaczenia. Nie liczy się jak chodzimy i jak wyglądamy, tylko to jakie mamy wnętrze i nastawienie do świata. Dopadały mnie oczywiście wątpliwości, kto to w ogóle będzie chciał czytać, ale już po pierwszym opublikowanym poście dostałam maile wspierające. Szczególnie koleżanka, którą poznałam przez Biuro ds. Osób Niepełnosprawnych, potwierdziła, ze takie strony są potrzebne.

Ktoś pomagał ci stworzyć stronę, projektował ją graficznie?

Absolutnie nie. Weszłam na serwer Onetu, bo wiedziałam, ze tam są gotowe szablony i jedyne co mam zrobić to pisać i zamieszczać zdjęcia. Lubię informatykę, ale nie na tyle, żeby interesować się szczegółowo projektowaniem stron. W dostępnym narzędziu mogę zmieniać kolory, nagłówki, takie tworzenie to dobra zabawa.

Niepełnosprawna w sieci nie jest twoim debiutem od 10 lat prowadzisz blog kryminalne historyjki, kryminalne-historyjki.blog.onet.pl/ opowiedz trochę o jego początkach.

Tak się składa, że akurat dziś jest dziesiąta rocznica kryminalnych historyjek.

To mamy co świętować, chociaż widzę, że nie palisz się do rozmowy o nich.

Tamten blog założyłam, będąc w VI klasie podstawówki, chciałam pisać losy bohaterów popularnego wtedy serialu „Kryminalni”. Dzisiaj te pierwsze wydają mi się naiwne, a te które tworzę teraz odbiegają już znacząco od fabuły filmu, jednak fakt, że ludzie nadal to czytają motywuje mnie do pisania. To nie jest tak, że piszę cały czas to samo opowiadanie, bo już trzeba by bohaterów posłać na emeryturę (śmiech). Fabuły opowiadań się zmieniają, pisanie jednej zajmuje mi około roku (stąd odcinki). Gdy trwa sesja to zawieszam blog, żeby skupić się na tym, co ważniejsze.

W takim razie dzięki kryminalnym historyjkom można zobaczyć jak ewoluowało twoje pisarstwo. Dwa blogi, o których rozmawiałyśmy, to jeszcze nie wszystko. W lipcu tego roku założyłaś Recenzje Dropsa Książkowego dropsksiazkowy.blogspot.com/ czyli…

Blog o książkach, które przeczytałam i które zamierzam przeczytać. Czytam odkąd się nauczyłam, jestem dzieckiem intensywnie czytających rodziców (dziadek też dużo czytał, nadal mamy książki z jego ekslibrisem). Kierunek studiów, który wybrałam, też wiele mówi. Recenzje wysyłam również do Magazynu Obsesje, a teraz na blogu publikuję je częściej niż w Obsesjach. Pomysł zaświtał, gdy na Instagramie zasypywano mnie pytaniami o książki, których zdjęcia zamieszczałam. Trudno jest odpowiadać każdemu, teraz wszystko mogą znaleźć w jednym miejscu.

Oprócz recenzji dla Obsesji jest jeszcze twój profil na FB, który też często karmisz nowinkami. Czy jest jeszcze jakaś forma aktywności literackiej, o której nie wspomniałam?

Nie licząc licencjatu, nie.

Tak, studia na polonistyce to teraz najważniejsze twoje zajęcie, ale przecież znajdujesz jeszcze czas, żeby np. prowadzić na uniwersytecie spotkania z pisarzami, jak to z Laurą Jurgą.

Jako dziecko z porażeniem mózgowym długo czekałam aż w literaturze pojawi się książka, która nazwie wszystkie moje uczucia, jakich nie umiałam definiować. Moja mama znalazła informację o Laurze i jej książce „Moje pory roku”. Laura na skutek dziecięcego  porażenia mózgowego ma czterokończynowy niedowład. Ja czytając jej książkę, czułam, że ktoś wreszcie nazywa wszystkie emocje, które towarzyszą mi w życiu, a których nie umiem przekazać np. rodzicom. Spotkanie z Laurą było niesamowite także z tego powodu, że Laura miała w Busku operację, po której stanęła na nogi, a ja w Busku stawiam swoje pierwsze kroki. Słuchając, miałam przebłyski tamtych chwil. Kiedy na spotkaniu padł cytat dotyczący bucików rozpłakałam się, bo moje miały ten sam kolor. Białe buty z niebieskimi sznurówkami. Ta książka to prawdziwa lekcja wrażliwości i pokory dla wszystkich. Mówi o tym, że przeszkody są po to, by je pokonywać. Ja zobaczyłam, że Laura, która ma większe problemy z chodzeniem niż ja, wybrała się do Włoch, a mnie przerażał wyjazd do Warszawy. Polecam lekturę każdemu, by zobaczył, że w zawsze trzeba iść do przodu.

Twoje udzielanie się na stronie Cichociemni www.fanklubcichociemni.pl/‎ zaowocowało zaproszeniem na plan serialu „Czas honoru”.

Do fanklubu serialu dołączyłam 1 lutego 2014r. przyciągnięta atmosferą, jaką tworzy serialowa wspólnota (którą pamiętam też z czasów serialu Kryminalni). O blogu dotyczącym tematyki powstańczej nie było mowy, bo nie jestem biegła w historycznych niuansach, więc postanowiłam się udzielać na Cichociemnych. Polecałam książki historyczne, napisałam artykuł o bitwie partyzantów z moich okolic, uczestniczyłam w cotygodniowym czacie i to przyniosło takie wspaniałe owoce. Pobyt na planie serialu był jednorazową wycieczką, która trwała dwa dni, ale trafiłam na plan właśnie wtedy, gdy byli tam prawie wszyscy bohaterowie.

Na planie z Kubą Wesołowskim

i z Maciejem Zakościelnym

Pobyt na planie to przecież nie wszystko, miałaś jeszcze sposobność statystować w serialu.

Można mnie zobaczyć w 10. odcinku ostatniej powstańczej serii. Statystowałam w czterech scenach, ale widać mnie w jednej. Obecność na planie zupełnie zmienia patrzenie na serial, dopiero tam widać ile osób odpowiada za jego produkcję i bez których serial by nie powstał.

To nie koniec twojej przygody z serialem, masz na swoim koncie również wywiady z aktorami „Czasu honoru” oraz kompozytorem muzyki do serialu.

W Internecie znalazłam ogłoszenie o koncercie Teatru Muzycznego w Lublinie i zaraz namówiłam tatę na wyjazd. Agnieszka Radochońska, która opiekowała się mną podczas wolontariatu w Radiu Via przyklasnęła mojemu pomysłowi i dała sprzęt. Dzięki temu mogłam spełnić swoje marzenie i nagrać trzy wywiady:  z kompozytorem Bartoszem Chajdeckim oraz z aktorami, którzy recytowali podczas koncertu poezję wojenną – Agnieszką Więdłochą i Maciejem Zakościelnym. Wywiad zwłaszcza z Agnieszką Więdłochą był dla mnie dużym przeżyciem, bo podczas mojego pobytu na planie serialu nie było jej, a poza tym Agnieszka działa w organizacji opiekującej się osobami z mózgowym porażeniem dziecięcym. Cieszę się, że mogłyśmy się poznać w zawodowych okolicznościach.

Podczas wywiadu z Agnieszką Więdłochą

Wywiad z Maćkiem Zakościelnym

Przeczytałam na blogu takie twoje słowa: „Piszę, by przypomnieć i niepełnosprawnym i pełnosprawnym, że większość barier jest w naszych głowach”.

Bariery fizyczne demotywują,  bo z problemów z chodzeniem, z odległościami do pokonania, ukształtowaniem terenu doświadcza się codziennie. Jednak wsparcie i pomoc ze strony otoczenia pozwala te wszystkie bariery pokonywać. Kiedyś myślałam, że mniej mi się należy, teraz widzę, że to tylko ograniczenie istniejące w głowie, bo mogę wiele. Co prawda łączenie codziennego życia z rehabilitacją nie zawsze jest łatwe i czasem po powrocie z ćwiczeń mam myśli, że już nie wstanę z łóżka na obiad, ale dzięki rodzicom, którzy całe moje życie tego pilnowali, rehabilitacja weszła mi w krew i jest dla mnie normalną częścią dnia. Mój klub fitness to nie ćwiczenia z Chodakowską, ale z Marleną, moją rehabilitantką. Trenuję gimnastykę prawie artystyczną.

Na swoim blogu piszesz o dużym wsparciu jakie dostajesz w Uniwersytecie Rzeszowskim.

Jestem bardzo zadowolona z opieki jaką roztacza nade mną Biuro do Spraw Osób Niepełnosprawnych. Z wf-em różnie było w moich dotychczasowych szkołach, ale kiedy na studiach przyniosłam zwolnienie od razu zostałam przez nauczyciela skierowana do Biura, by przypisać mnie do odpowiedniej grupy. Stypendium to też bardzo ważne wsparcie, bo zawsze zdzieram ponadprzeciętną ilość butów. Całkowicie bezpłatne obozy, czy przejazdy transportem publicznym, o których dowiedziałam się dopiero a Biurze ds. Osób Niepełnosprawnych, bo w PCPR-ze nigdy mi o tym nie powiedzieli. Często studenci o różnych formach pomocy dowiadują się właśnie z mojego bloga, stąd wiem, że jest potrzebny.

Chciałam ci podziękować za przypomnienie na FB cytatu z książki Reginy Brett „Bóg nigdy nie mruga”. Brzmi on: „Każda przeszkoda jest misją od Boga”.

Jestem osobą wierzącą, wychowaną w katolickiej rodzinie. Myśle, że Bóg patrzy na nas z góry i zsyła nam doświadczenia po to, byśmy się sprawdzili. Nigdy w życiu nie przychodziły do mnie myśli; „Boże, dlaczego ja?” Bliższe od takich myśli jest mi, skoro jesteśmy  przy cytatach: „Córka takiego Boga nie może sobie nie poradzić!” /Aneta Bosek/.

Jutro Światowy Dzień Mózgowego Porażenia Dziecięcego, życzę Ci, aby trudności, których doświadczasz na co dzień, były Twoimi skrzydłami do dalszej bogatej działalności, niech Cię motywują i pozwalają spotykać ludzi, którzy będą je rozumieć. Bardzo dziękuję za rozmowę.

ifk

Komentarze
Jeśli chcesz dodać komentarz lub zobaczyć inne komentarze, musisz się zalogować.